Parenting,  Trudy macierzyństwa

Nietolerancja laktozy u noworodka – nasza historia

Przyjście na świat dziecka to zawsze niezwykłe wydarzenie. Niestety małe organizmy nie są w pełni przygotowane do bezproblemowego życia, zwłaszcza jeśli chodzi o ich układ pokarmowy. Naszym problemem okazała się nietolerancja laktozy, do której diagnozy musieliśmy dojść sami. W dzisiejszym wpisie opiszę wam naszą historię. Nie jest to w żadnym wypadku porada medyczna. Postanowiłam podzielić się swoją wiedzą w tym temacie, ponieważ może komuś pomóc i naprowadzić na odpowiednią drogę.

Zauważyłam, że większość problemów jest zrzucana na “kolkę” lub zbywana słowami “tak właśnie jest z noworodkami”, czy też sposób karmienia w przeróżnych kombinacjach (mm złe/ dieta przy kp). Tak też było w przypadku Inez, każdy miał swoją opinię, ale żadnych medycznych potwierdzeń. Dla mnie coś takiego jest niewystarczające, potrzebuję dowodów. Sama mam problemy z nietolerancją laktozy, więc od początku brałam ją pod uwagę. Jednak, gdy Inez po każdym posiłku robiła się cała czerwona i bardzo mocno płakała, to byłam pewna, że coś jest nie tak.

Sposób, aby potwierdzić, bądź wykluczyć nietolerancję laktozy jest bardzo prosty i całkowicie nieinwazyjny. Wystarczy wykonać ogólne badanie kału z oznaczeniem ciał redukujących. My wykonaliśmy je na własną rękę w lokalnym laboratorium, wyniki były dostępne bardzo szybko i potwierdziły to co już przypuszczaliśmy. W wynikach patrzy się na PH (6+), oraz liczbę ciał redukujących (0,25+), ale ostateczną diagnozę musi postawić lekarz oczywiście.

Inez, 2 tygodnie

Z Inez korzystamy jedynie z prywatnej opieki medycznej, wydawałoby się, że tacy lekarze mają lepsze nastawienie, bardziej się starają czy coś w tym stylu. Jednak z początku nie mieliśmy do nich szczęścia i, gdy pojawiliśmy się u pediatry z wynikami, to nawet nie chciała na nie patrzeć. Kazała mi wymienić objawy z jakimi zmaga się dziecko: pieniste, strzelające kupki, płacz po każdym posiłku. Kiedy już skończyłam, to powiedziała, że alergie pokarmowe pojawiają się w wieku 6 miesięcy, a Inez miała wówczas jakieś 2 tygodnie. Ostatecznie spojrzała na wyniki, bo przecież za coś płacimy i… I przyznała, że to silna nietolerancja laktozy.

Jak sobie z tym poradziliśmy? Istnieją mleka bez laktozy, ale z doświadczenia wiem, że całkowite wykluczenie jej nie jest najlepszym wyjściem. Sama, gdy mocno unikam laktozy, to później, gdy dostarczę jej chociaż odrobinę, to bardzo boleśnie to odczuwam. Tak więc, wprowadziliśmy mleko modyfikowane HA (przez pierwsze 7 tygodni, ponieważ później musieliśmy zmienić z innego powodu, ale o tym może w innym poście) w połączeniu z kroplami zawierającymi enzym laktaza, dzięki którym Inez tolerowała laktozę. Kropelki dostawała przez pół roku, z czasem zaczęłam zmniejszać ich ilość, aż Inka zaczęła samodzielnie ją tolerować i od roku nie mamy już tego problemu.

Jeśli chodzi o kroplę – to delicol, często używany na “kolkę”, ale bez skutków, ponieważ to nie pomaga na kolkę, a jedynie na tolerowanie laktozy, tak jak opisałam wyżej. Jeśli pomaga dziecku, to znaczy, że to właśnie problem z laktozą. Kuracja tymi kroplami, gdy się je kupuje stacjonarnie jest bardzo kosztowna, bo buteleczka kosztuje 35-55zł, my natomiast zamawialiśmy w internetowych aptekach wraz z mlekiem i cena jednej butelki to było 15-20zł. Różnica spora, zwłaszcza, że w miesiącu używaliśmy około 4 takich buteleczek.

Mam nadzieję, że nasza historia komuś się na coś przyda. Może macie podobne problemy, przeżycia?